Słownik kaligrafa: KOLOFON

 

Czyli dlaczego warto czytać książki od deski do deski

Mówi się, że średniowieczni pisarze nie podpisywali swoich dzieł. To nie do końca prawda.
(Nie tylko podpisywali, zdarzało się, że iluminatorzy posuwali się nawet do umieszczania swoich podobizn w miniaturach zdobiących manuskrypty! Z przytupem, nie?)
Skromność, którą im z autoamtu przypisujemy jest więc trochę efektem tego, że informacje o autorstwie (o ile były umieszczane w dziele) najczęściej znajdowały się na ostatniej stronie. A ostatnia strona dość często ginęła w historycznych zawieruchach z tej prostej przyczyny, ze była najbardziej narażona na mechaniczne uszkodzenia.

Co nie zmienia faktu, że skrybowie niezależnie od epoki zdawali sobie sprawę z tego, że tworzą rzeczy wspaniałe i część z nich chciała, aby świat o tym wiedział. I już.

W tym celu właśnie powstawały KOLOFONY. Samo słowo κολοφών kolophōn pochodzi z języka greckiego i oznacza w zależności od kontekstu szczyt, wierzchołek lub zwieńczenie dzieła. Czym jest? Kolofon to formuła umieszczana na końcu książek rękopiśmiennych i inkunabułów, zwierająca informację o jego powstaniu, w tym np.:
– tytuł dzieła (tak, na końcu też)
– daty powstawania
– imię pisarza i jego funkcję, ewentualnie pochodzenie
– okoliczności powstania dzieła, np. na czyje polecenie, kto ufundował, za czyjego panowania itd.

Kolofony często były bardzo subiektywne i odzwierciedlały charakter twórcy. Bywały tekstami wierszowanymi o charakterze bardzo poważnym, pobożnym lub wręcz przeciwnie – trywialnym.
Dość często opisywały radość z ukończenia dzieła. Zwykle odróżniały się graficznie od reszty tekstu kolorem inkaustu lub rozmiarem liter, bądź elementami graficznymi.

Kolofony można podzielić na 4 główne grupy:
– informacyjne, czyli te opisujące autora, ewentualne fundatora czas powstania i stwierdzające inne fakty tego rodzaju, raczej neutralne emocjonalnie,
– ekspresyjne, czyli takie, które ukazują uczucia i emocje skryby. Np. „W końcu dotarłem do końca i moja strudzona ręka może odpocząć” lub „Każdy skryba, który pisze jest szczęśliwy, ponieważ piszący to szczęśliwi ludzie.” Pojawiały się również modlitwy dziękczynne z powodu zakończenia pracy (i z prośbą – a jakże! – o wybaczenie błędów) i różnego rodzaju akty strzeliste,
– nakazujące, to te, które skłaniają czytającego do zrobienia czegoś. Przykładem może być: „O, łaskawy czytelniku, umyj dłonie i dotykaj tej księgi tylko w następujący sposób: przewracaj karty delikatnie i trzymaj palce z dala od tekstu”
– deklaratywne, czyli takie, w których piszący rzuca klątwę lub grozi potencjalnemu złemu czytelnikowi drastycznymi konsekwencjami kradzieży lub zniszczenia dzieła.

Kolofony to niezwykłe źródło wiedzy o dawnych czasach. Zawierały nie tylko wspomniane powyżej informacje, ale wspominały też o cenach usług kopistów, reklamowały ich warsztaty lub dawały upust cierpieniu (np. tekst.: „Praca skończona. Mistrzu, podaj mi napój; niech ma prawa ręka uwolni się od dokuczliwego bólu”). To bardzo ciekawe świadectwa tamtych czasów. Nawet czytając taki tekst po kilku wiekach mamy mocne przesłanki, aby zrozumieć uczucia kopisty. Jak się okazuje pewne rzeczy się nie zmieniają.
Byli też artyści, którzy właśnie przez kolofony zapraszali czytelników do swoich atelier. Należał do nich paryski skryba Herneis, który na ostatniej stronie jednego z manuskryptów napisał: „Jeśli ktoś chciałby równie piękną książkę, niech zajdzie do mnie w Paryżu naprzeciw katedry Notre-Dame”.
Również na terenie Niderlandów kolofony pełniły funkcje komercyjne. Jeden z tamtejszych kopistów dopisał pod swoim dziełem krótką reklamę: „Jeśli jest ktoś, kto również chciałby mieć tak wspaniałą kopię Nowego Testamentu, będę szczęśliwy mogąc ją odpłatnie wykonać, gdyż jest piękna”. Taki średniowieczny marketing szeptany…
Kolofony pozwalają nam również spojrzeć na życie ówczesnych skrybów w całej jego złożoności i dramatyzmie. Jeden z twórców książek napisał: „Pomódl się za osobę, która stworzyła tę księgę, ukończoną w 1484 roku w mieście Maaseik, gdzie schroniliśmy się po tym jak nasz klasztor spłonął.”
Byli też tacy, którzy w kolofonach zawierali treści, będące dzisiaj domeną algorytmów Amazona i Goodreads – „jeśli podobała Ci się ta książka, polubisz również…”
Kolejne potwierdzenie faktu, że wszystko już było.

Drukowane kolofony z czasem stawały się coraz bardziej bogate i dochodziły do rozmiarów mini esejów, a około 1480 roku pojawił się zwyczaj umieszczania kolofonów na początku dzieła, a zatem możemy powiedzieć, że strona tytułowa jest córką kolofonu.

Współcześnie kolofon jest czymś w rodzaju metryki drukarskiej, zamieszczanej na końcu druku lub stronie poprzedzającej stronę tytułową w formie notatki informacyjnej. Podaje nazwę drukarni, wysokość nakładu, numer ISBN i inne dane. Czasem zawiera również informacje techniczne o rodzaju papieru na jakim wydrukowana jest książka oraz jakimi fontami została złożona.

Innym ciekawym zjawiskiem jest ostatnia kartka książki (średniowiecznej), w bardzo dosłownym sensie.

Chodzi o karty, które były włączone w księgę, ale pozostawały wolne ze względu na to, że tekst skończył się, a w składce pozostawało jeszcze kilka kart. Pozostawiano je, aby nie osłabiać szycia oraz jako ochronę dla tomu.

Zazwyczaj są one prawdziwą ucztą dla koneserów. Stanowiły bowiem miejsca wprawek dla skrybów, zarówno piśmienniczych, jak i tych, które określilibyśmy dziś jako „rysunkowe”. Na ostatnich kartach ksiąg znajdziemy zatem zarówno wymyślne próby wielkich liter, jak i ornamentów i zdobień. Niektóre z tych „bazgrołów” sprawiają wrażenie miejsca, w którym testowano ostrość pióra (pamiętajmy, że gęsie pióro należało ostrzyć kilka razy dziennie. Dlatego jakość ostrzenia sprawdzano na ostatniej stronie ostatniej ukończonej książki). Niemniej jednak pewna ilość ostatnich stron ksiąg to małe studia miniatur i zdobień, których nie powstydziłby się niejeden słynny ze swej doskonałości manuskrypt.

Jaka szkoda, że współczesne książki nie kończą się takimi niespodziankami.

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
3 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Mariola
Mariola
8 miesięcy temu

W życiu nie słyszałam o tym słowie 🙂

trackback

[…] Słownik kaligrafia: KOLOFON […]