5 najczęstszych błędów popełnianych podczas nauki kaligrafii. I sposoby, jak sobie z nimi radzić.

Piszesz i piszesz, a progresu nie widać? Nie tylko Ty masz ten problem.

Nauka kaligrafii rządzi się takimi prawami, jak zgłębianie wszystkich dziedzin kretywnych. Trzeba wciąż kontrolować ten proces, modyfikować i dostosowywać do swoich aktualnych potrzeb. Oczywiście, podręczniki do kaligrafii sugerują pewien – oparty na metodycznych podstawach – tryb i rytm pracy, ale pamiętaj, że każdy z nas uczy się troszkę po swojemu. To co dla niektórych stanowi wyzwanie, innym przychodzi lekko. Potrzebujemy też różnej ilości czasu na opanowanie poszczególnych krojów, a w ich obrębie: niektórych znaków.
Setki razy słyszałam na warsztatach zdania w rodzaju: „B było super, ale tego W to ja po prostu nie znoszę”. Normalka, jedni kochają pisać Z, inni nie. Niektórzy celowo unikają słów rozpoczynających się od np. L. Super meczące jest zazwyczaj f, bo to najwyższa litera alfabetu, która często wymaga zachowania zimnej krwi.

Czy da się jakoś usprawnić proces nauki kaligrafii?
Oczywiście. Poniżej 5 najczęściej popełnianych błędów i sposoby radzenia sobie z każdym z nich. Każdy sprawdzony przeze mnie i moich studentów.

BŁĄD NUMER 1: WSZYSTKO NA RAZ
Kaligrafia i kaligrafowanie zachwyca. To fakt. Z tego powodu bardzo często napędzane fascynacją pokłady naszego entuzjazmu, sprawiają, że mamy ochotę spróbować wszystkiego, pisać każdym krojem. Albo przynajmniej kilkoma.
Wiadomo, że im więcej rzeczy próbujemy robić w tym samym czasie, tym mniej mamy czasu dla każdej z nich. Stąd na efekt wow naszej nauki trzeba czekać dłużej. Samo to nie byłoby jeszcze problemem, bo kaligrafowie to zazwyczaj oazy cierpliwości. Schody zaczynają się wtedy, kiedy nieugruntowana znajomość jednego kroju rzutuje nam podczas pisania na drugi krój, tzn. sposób pisania jednym krojem wpływa na litery innego, używanego przez nas kroju. A kiedy do tego nasze podstawy wiedzy teoretycznej o budowie różnych pism i ich historii rozwoju nie są zbyt mocne nasza kaligrafia zamienia się w szaro-bury literowy bigos. I żaden brokatowy marker nie jest w stanie odwrócić od tego uwagi.
CO POCZĄĆ?
Przede wszystkim zdać sobie sprawę z tego, że przez ten etap przechodzi większość kaligrafów-pasjonatów, którzy nie mieli okazji odebrać wykształcenia w dziedzinie liternictwa. Jedyne co możemy zrobić, to postarać się, aby nie trwał on zbyt długo.
Jak?
Pomimo gorącego uczucia jakim darzysz wszystkie style pisma na początek skup się na jednym, a dopiero kiedy solidnie go opanujesz poszerzaj swoje umiejętności o inne pisma. Wiem, że może być trudno wybrać, ale pomyśl o tym, że to tak naprawdę tylko wybór kolejności i wszystkie kroje uda Ci się prędzej, czy później poznać.
Na pocieszenie dodam, że z każdym kolejnym krojem jest łatwiej, jeżeli chodzi o stronę teoretyczną – dostrzegamy więcej detali, łatwiej zapamiętujemy proporcje, budujemy kaligraficzną intuicję.
Musisz też pamiętać o tym, że są takie pisma, których znajomość jest szczególnie istotna w nauce pisania tradycyjnymi krojami – ponieważ ich cechy konstrukcyjne stanowią idealne, modelowe wzorce, na których opiera się budowa wielu innych. Kroje, które mam na myśli to minuskuła karolińska i foundational hand. Zadbaj o to, aby pojawiły się one stosunkowo wcześnie w Twoim kaligraficznym rozkładzie jazdy.

O kroju foundational hand możesz poczytać tutaj:

BŁĄD NUMER 2: NARZĘDZIOZA i PRZYDASIOZA
To jeden z najprzyjemniejszych błędów do popełnienia i chyba nie znam kaligrafa wolnego od tej słabości. Bo co może być przyjemniejszego od godzin spędzonych w sklepach z artykułami dla kaligrafów? Nic. Wybieranie stalówek, gładzenie papieru, dobieranie obsadki, która przyjemnie leży w dłoni, regał pełen atramentów. Dla każdego z nas właśnie tak wygląda niebo. Jeżeli Ty też wychodzisz ze sklepów z artykułami do kaligrafii z lekkim obłędem w oczach, wiedz, że nasze grono jest ekskluzywne, ale jednak dość liczne 😊
W kupowaniu narzędzi i akcesoriów piśmienniczych nie ma oczywiście niczego złego. Pod warunkiem, że Twoja koncentracja na sprzęcie nie jest wyrazem prokrastynacji. Jeżeli piszesz regularnie i się rozwijasz kupowanie nowego sprzętu jest naturalne i jak najbardziej potrzebne. Ładuje baterie, inspiruje i pogłębia naszą wiedzę na temat warsztatu skryby. Gorzej, jeżeli myślisz, że bez najnowszego sprzętu Twoje litery nie będą dobre. Albo zakładasz, że dopiero kiedy kupisz obsadkę / pióro / notatnik „z prawdziwego zdarzenia” będzie sens, żeby zacząć ćwiczyć na poważnie. Spójrzmy prawdzie w oczy, można wyczarować cuda stalówką za 3 złote, obsadką za 15 i atramentem wyprodukowanym we własnej kuchni z łupin orzechów. Oczywiście, wiadomo, że ta zasada nie działa w przypadku wszystkich narzędzi piśmienniczych (np. w przypadku ruling penów za wysoką jakość trzeba zapłacić), ale faktem jest, że prawdziwy talent zawsze sobie poradzi. Zawsze staraj się wybierać narzędzia o najwyższej jakości na jaką w danej chwili możesz sobie pozwolić, ale umówmy się: od tego jak piękną i drogocenną mamy obsadkę nie zależy uroda naszych liter. (Chociaż trzeba przyznać, że te przepiękne świetnie wyglądają na Insta…)
CO ZROBIĆ?
Nie zaczynaj nauki kaligrafii od kupowania narzędzi, z którymi nie wiesz, co zrobić, tylko dlatego, że wyglądają cool i masz nadzieję, że się przydadzą. Takie przydasie to na początku strata czasu, kasy i miejsca w szufladach. Zacznij od zakupu narzędzi niezbędnych do tego jednego, najpiękniejszego kroju, na którym planujesz się teraz skoncentrować. W miarę poszerzania i pogłębiania swoich kaligraficznych zainteresowań kolejne narzędzia będą pojawiać się na Twoim biurku. Sugeruję już teraz posprzątać szuflady.

BŁĄD NUMER 3: OBSESYJNE PISANIE WYŁĄCZNIE LITER
Wiem, że kaligraf to takie zwierze, któremu robi się błogo na widok całej strony perfekcyjnie napisanych liter. Szczególnie tych wielkich, copperplateowych i najlepiej z floraturami. Wiadomo. Każdemu mięknie serce.
Zauważyłam jednak, że czasem moi studenci przyjmują błędne założenia i niepotrzebnie opóźniają opanowanie pisma. Zakładają, że będą mogli przejść do pisania tekstów dopiero wtedy, kiedy każda litera, którą napiszą będzie idealna. Oczywiście doprowadzenie do perfekcji każdej litery jest naszym celem. Ale nie jest to cel najważniejszy na samym początku nauki.
CO ZATEM NALEŻY ROBIĆ?
Uważam, że istotne jest, aby dość szybko (czyli w momencie, kiedy potrafimy już napisać danym krojem wszystkie litery [majuskuły i minuskuły] bez zaglądania do wzornika) przejść do pisania wyrazów i mikrotekstów. (Mikrotekstem nazywam zdania o długości jednej linijki).
Dlaczego to takie ważne?
Litery nie funkcjonują w próżni. Uczymy się ich po to, aby tworzyły teksty. Dlatego ważne jest, aby stosunkowo szybko zacząć widzieć zależności między różnymi kształtami liter, tak aby budować swoją intuicję związaną ze światłem międzyliterowym.
Kolejnym ważnym argumentem przemawiającym przeciw fiksowaniu się na pisaniu wyłącznie liter jest to, że w tekście najlepiej wyłapać błędy, które popełniamy pisząc konkretne litery. Spoglądając na zapisaną stronicę, zauważamy miejsca, które przyciągają nasz wzrok. To najczęściej miejsca nad którymi musimy jeszcze popracować.
Dlatego pracę nad konkretnymi literami sugeruję poprzedzić napisaniem mikrotekstu i zrobieniem autokorekty. Na tej podstawie stwierdzisz, nad jakimi literami musisz jeszcze  popracować. I na nich się skoncentruj. Pamiętaj, że nie wszystkie ćwiczenia prowadzą do perfekcji. Przepisywanie liter bez autokorekty może sprawić, że najnormalniej w świecie wyrobisz sobie nawyk powtarzania błędów. Dlatego tak ważna jest częsta refleksja podczas ćwiczeń i konstruktywna krytyka osób o większym doświadczeniu. Nigdy nie bój się o nią poprosić.

BŁĄD NUMER 4: ZBYT MOCNE PRZYWIĄZANIE DO WZORNIKÓW
Ten błąd często dotyczy osób, które piszą już od jakiegoś czasu. Bywa tak, że kurczowo trzymamy się wzorników, wszystkich tych opisywanych w podręcznikach zasad charakterystycznych dla danego kroju, kątów nachylenia liter i trzymania pióra.
Z czasem zauważysz, że są one orientacyjne. Tworzą pewien kanon. Studiując manuskrypty zobaczysz, jak wiele odmian i wariantów każdego kroju funkcjonowa