Jak kaligrafować, żeby nie zwariować

…czyli o depresji kaligrafa

Raz na jakiś czas wpadam w kaligraficznie depresyjny klimat. Wszystko jest bez sensu. Litery brzydkie, kompozycje banalne, teksty nudne. Wszystko do kitu.

Wiele raz słyszałam na warsztatach, że nie tylko ja przez to przechodzę. Każdy z nas czuje czasem, że nie robi postępu, że stoi w miejscu, albo kręci się w kółko. Zdarza się, że przytłacza nas progres, który widzimy u innych (Instagram!), podczas gdy wydaje nam się, że my sami wcale się nie rozwijamy.

Czasem po świetnych warsztatach, albo super inspirującym spotkaniu / wystawie / webinarze zamiast czuć, że nasze artystyczne baterie są naładowane na full, czujemy jakby ktoś wyssał z nas całą energię.
Deprecha. Klasyczna.

Co robić?
Zależy od tego jakim typem jesteś.

  1. Być może osobą, która kaligrafuje od czasu do czasu.

W tym przypadku Twoja chanderka prawdopodobnie wynika z faktu, że nie widzisz spektakularnych efektów swoich ćwiczeń. Prawdopodobnie jesteś już po etapie, kiedy – nie za wiele wiedząc o teorii -zachwycałeś się wszystkimi Twoimi literami napisanymi stalówką, czy brushem. Z czasem, kiedy zasób Twojej wiedzy się powiększał wzrastała również świadomość błędów. Samozachwyt zaczął ustępować samokrytyce i nieszczęście gotowe. Okazało się, że robisz błędy. (Nie do wiary!)
Robisz, i będziesz robić. Z czasem coraz mniej, ale nie licz na to, że przyjdzie taki dzień, że osiągniesz pewien poziom, i od tego czasu już nigdy, nic i ani jednego błędu. Tak nie będzie. Nawet jeśli zapanujesz nad linią w sposób mistrzowski – zwykła dekoncentracja będzie mogła zepsuć Twoją pracę. Zawsze.
Pocieszę Cię – wszyscy przez to przechodzimy.
Ważne jest, żeby nie siedzieć w kucki i płakać, tylko pogodzić się z faktami i ruszyć do przodu. Nie z kopyta, ale konsekwentnie i małymi kroczkami.

Jak?
To proste. Wybierz najpiękniejszy krój – zastanów się dobrze jaki, bo spędzisz z nim kilka tygodni. Znajdź materiały, z których będziesz się uczyć (podręcznik / warsztaty online / teksty źródłowe). Podziel je na małe części, nad którymi będziesz pracować codziennie (albo np. od poniedziałku do piątku), albo co drugi dzień. A później wpisz to sobie w kalendarz. Zaplanuj to rozsądnie. Jeśli wiesz, że gdzieś wyjeżdżasz, albo z jakichś innych powodów będziesz mieć gorący czas, nie planuj na ten dzień. Nic nie frustruje bardziej niż zaległości. Zrób to uczciwie, ale bez umartwiania się. A później przystąp do dzieła. Pozwól sobie wpaść w lekką rutynę. Ona uwalnia umysł.

Zaplanuj również przyjemności i nagrody, które będziesz sobie przyznawać po poszczególnych etapach pracy. Nowy atramencik, może jakaś dobra książka o literach (jeśli potrzebujesz sugestii – pisz: kaligrafia@oktopi.pl), obsadka, o której marzysz od dawna. Na pewno nie muszę Ci podpowiadać…

To najlepszy system codziennej pracy i regularnej motywacji jaki stworzyła ludzkość. Spróbuj!

2. Być może jesteś osobą, która kaligrafuje codziennie.

Jeżeli piszesz codziennie (albo regularnie kilka razy w tygodniu), a mimo to nie widzisz postępów sytuacja jest nieco trudniejsza. Ale też do ogarnięcia. No worries!
Jeżeli coś robimy, a efekty nas nie cieszą znaczy to, że z pewnością możemy robić to lepiej.

Przyjrzyj się swojemu trybowi pracy:
Czy przypadkiem nie jest tak, że zasiadasz do pisania nie wiedząc, co będziesz robić i czekasz na nagły atak muzy?
A może masz plan nauki, np. uczysz się z podręcznika, ale po kilku minutach Twoja praktyka ewoluuje w stronę swobodnej improwizacji?
A może na przykład zakładasz, że nie ma potrzeby nauki dawnych wzorców, a trzeba po prostu postawić na wykształcenie własnego stylu?

Jeśli na któreś z powyższych pytań odpowiesz twierdząco zdiagnozujesz swój problem.
Mimo, że większość z nas marzy o tym, aby być kaligrafem o rozpoznawalnym stylu sporo osób myśli, że nie potrzebuje do tego solidnej merytorycznej podbudowy. Że jakaś iskra wystarczy. Że to zajęcie dla artystycznych dusz. Niestety, to tak nie działa. Aby znaleźć swój styl trzeba mieć warsztat. Nie można odrzucać tysięcy lat tradycji piśmienniczej i wynajdywać koło od nowa – to tak naprawdę tylko wydłuży nam drogę do celu. Aby stać się oryginalnym kaligrafem musisz być po prostu technicznie na wysokim poziomie. A do tego potrzebna jest praktyka. Metodyczna, zaplanowana.
Jak przygotować się do takiej nauki opisałam w punkcie pierwszym – jeśli uznałeś, że on Cię nie dotyczy (bo przecież piszesz codziennie) – wróć do niego.
Nie zapominaj też, że masz jedną wielką przewagę – masz już nawyk codziennej praktyki, to naprawdę 40 procent sukcesu. Teraz pozostaje Ci tylko uważać na błędy i cieszyć się z sukcesów.
Pamiętaj, że to, że widzisz błędy w swoich pracach to tak naprawdę coś DOBREGO. Zatem to, że Twoja ręka nie nadąża za Twoją głową to nic dziwnego. Teoria musi wyprzedzać praktykę, choć bywa to frustrujące. Kiedy odległość między świadomością błędów a umiejętnościami zamienia się w przepaść (a wystarczą jedne warsztaty z Mistrzem … – tu wstaw sobie imię kogoś, kogo podziwiasz najbardziej) mamy ochotę się w nią rzucić. Wtedy najlepiej jednak rzucić się wir pracy. Z czasem ręka zacznie słuchać głowy i wyjdziemy na prostą.

I jeszcze jedna ważna sprawa. Fundamentalna. Wybraliśmy kaligrafię nie dlatego, że jest łatwa, ale dlatego, że jest piękna. A piękno potrzebuje czasu.
I przede wszystkim o tym powinniśmy pamiętać.

Miłego pisania!

PS. A może wpadasz w kalidepresję z innego powodu? Daj znać, na pewno uda się znaleźć i na to sposób.
 

0 0 votes
Oceń artykuł
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments