About more alphabets. Types of Hermann Zapf / Jerry Kelly – recenzja książki

To książka, którą chcesz mieć w rękach. Introligatorski majstersztyk. Maleńka. Okładka z tkaniny z tłoczeniami, złoceniami i w intensywnej czerwieni. Przyjemna tekstura. W środku miły w dotyku, nie zimny i śliski, nie kredowy, lekko kremowy papier. No i LITERY.
Treści mamy tutaj ciut ponad 80 stron (właściwie stroniczek, bo wszystko zaprojektowane z oddechem i dużym marginesem). Do tego masa przykładów krojów nad którymi pracował Mistrz Zapf.
Ale to nic, bo historia jest skondensowana i wciąga. Znajdziemy tutaj echa tych samych wydarzeń, o których można przeczytać w „Wystrzegaj się Futury” Douglasa Thomasa. Burzliwy jak jasna cholera romans polityki i ekonomii, kształtujący realia życia i pracy wybitnego kaligrafa i typografa – Hermanna Zapfa.

Najpiękniej określił go Carl Zahn: „Miłość do piękna kaligrafii i typografii połączył z wczesną pasją i talentem inżynierskim […]. Hermann Zapf szczęśliwie łączy wielkie tradycje typografii i kaligrafii niemieckiej, ale także wielką wrażliwość na naturę, analityczny umysł naukowca i prawdziwie humanistyczną troskę oraz ręce pobłogosławione przez Boga. Tego wszystkiego używa w służbie ludzkości z intensywnością nieznającą najmniejszego marnotrawstwa”.

Nie chcę psuć czytania ani spoilerować, więc ograniczę się jedynie do zasygnalizowania treści książki. A jest ona imponująco bogata jak na tak krótką publikację. Rozpoczyna się od wrzucenia naszego bohatera w epicentrum przemian w Europie po zakończeniu I wojny światowej. Sytuacja rodzinna Zapfa jest mocno skorelowana z sytuacją polityczną (i będącą jej naturalną konsekwencją sytuacją społeczno-ekonomiczną) i tak już zostanie. Młodemu Hermannowi nie było łatwo od wczesnych lat życia, w związku z tym odkrycie pasji do liter zajęło mu troszkę czasu. Ale kiedy miał 17 lat szczęśliwie trafił na wystawę poświęconą dorobkowi Rudolfa Kocha, która sprawiła, że zaczął studiować kaligrafię (głównie publikacje tegoż Kocha i Edwarda Johnstona).
Pierwszą fazę swojej twórczości Zapf poświęcił na tworzenie kroju Gilgengart, nawiązującej do tradycji fraktury. Kiedy krój był już gotowy okazało się, że używanie krojów black-letterowych zostało właśnie zabronione. Nie martw się jednak, krój przehibernował trochę, ale nie został zapomniany.

Książka opisuje też pozostałe okresy pracy Mistrza. Pierwszy kończy się w roku 1960, później następuje czas, kiedy tworzy on litery dostosowane do wymogów nowych technologii lub adaptuje swoje wcześniejsze kroje na ich potrzeby.
Znajdziemy tu opis prac nad niesamowitym dorobkiem Zapfa, jego najważniejsze, najpopularniejsze i najbardziej kradzione projekty (Palatino). Wspaniałych współpracowników: Augusta Rosenbergera, żonę Gudrun Zapf von Hesse oraz Akirę Kobayashiego.

Nie zabrakło też opisów walki o prawa autorskie twórców krojów – w latach ’60 Zapf sfrustrowany ilością plagiatów występował nawet przed Kongresem USA próbując skłonić społeczność międzynarodową do rozwiązania problemu nierównego traktowania twórców z różnych krajów w kwestii poszanowania ich praw. Nie odniosło to planowanego skutku, ale małym pocieszeniem jest fakt, że 2 amerykańskie firmy wprowadziły politykę ochrony praw autorskich: Hallmark Cards i International Typeface Corporation (ta miała bardzo praktyczny sposób na oznaczenie nazwiska autora – po prostu obowiązkowo musiało się ono znaleźć w nazwie kroju – jakie proste, prawda?)
W latach ’80 Zapf aktywnie włączył się w prace zmierzające do rozwoju oprogramowania dedykowanego cyfrowemu designowi. Generalnie dorobek Zapfa był imponujący również w zakresie nauczania – kształcił studentów Technische Hochschule Darmstadt, Rochester Institute of Technology i Stanford University.

Ale to jeszcze nic, w jego dorobku znajdziemy kroje opracowane nie tylko dla alfabetu łacińskiego, ale również dla cyrylicy, greki i arabskiego. Stworzył też font Sequoya dla zapisu języka Cherokee oraz Nigerian Script. W przypadku tego ostatniego znamienne było to, że był to projekt całkowicie filantropijny – Zapf po prostu zrobił użytkownikom tego alfabetu prezent. Ładny gest trzeba przyznać. Pracował również nad krojem do zadań specjalnych, czyli praktycznym dla matematyków, fizyków i inżynierów, których prace naukowe zawierają zawsze masę cyfr, symboli, równań i tego typu kwiatków. Tak powstał Euler.
Kolejnym smaczkiem, do którego dotrzesz pod koniec książki jest projekt wplecenia teorii chaosu w typografię, czyli typograficzna brawura, którą ogarnąć mogą tylko najtęższe typograficzne umysły.

Koniec zaś jest napisany jakby totalnie dla mnie i dotyczy mojej najukochańszej Optimy, która została dopracowana i rozwinięta już w cyfrowym etapie pracy Zapfa, a która wcześniej została odrzucona przez kierownictwo firmy Stempel jako mało praktyczna i nieopłacalna.
Taka historia z twistem.

Dochodząc do ostatniej strony byłam zła, że to już koniec. Książki o literach są zawsze (zawsze!) za krótkie. Z drugiej strony, gdyby dodać jej jeszcze z 200 stron, książka przestałaby być tak fantastycznym przedmiotem i straciłaby sporą część swojego uroku.
Idealna jest na jedno deszczowe popołudnie.

Książka w języku angielskim.

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments